|
ur.
04 kwietnia 2002 r.
Po
śmierci Bejusia w zasadzie nie planowaliśmy mieć
następnego psa. Jednak pustka jaka powstała w
domu i zbieg okoliczności, a może przeznaczenie,
zdecydowały inaczej. Bejuś był „prawie”
beardetem, więc szukając nowego przyjaciela,
pomyśleliśmy o tej rasie.

Jeszcze
nie wiedzieliśmy, że nasz bearded jest już
na świecie. Wkrótce nastąpiło pierwsze
spotkanie i pewna mała beardetka wybrała sobie
nowy dom i nas. Stało się, zakochaliśmy się
w małym, czarno-białym szczeniaczku. Niestety
musieliśmy czekać straszne cztery tygodnie, ale
w końcu pojawiła się ona – Carmen Charm
Marinus.
Do
domu dotarliśmy po 10-cio godzinnej, pełnej
przygód, podróży z Gdyni. Nasza mała zamiast
zmęczenia przeszperała wszystkie kąty
mieszkania i ze zdziwieniem odkryła, że są
na świecie takie dziwne stworzenia jak koty. Tygrys
jako jedyny od razu w pełni zaakceptował nowego
domownika. Sabina na koci sposób wyrażała swoją
dezaprobatę, Czarny utrzymywał dystans z poziomu
szafy. Niestety, nadzieja koteczków, że sytuacja
jest przejściowa okazała się płonna.
Carmen błyskawicznie zburzyła dotychczasowy porządek
domu i objęła we władanie swoje królestwo.
Jako
pies do kochania, Lusia nie miała być pokazywana
na wystawach. Jednak przyszedł Poznań 2002 r i
stało się.
Radość Carmen ze spotkania z rodzeństwem
i swymi Dziadkami plus atmosfera panująca w
beardetowej rodzinie sprawiły, że powiększyliśmy
jej grono. Niezapomniane, wspólnie spędzone chwile
stanowią niewątpliwą atrakcję
codziennego życia.
Carmen
jest zapaloną podróżniczką. Uwielbia
wyjazdy i jest wyjątkowo zdyscyplinowaną pasażerką.
Już jako 5-cio miesięczne szczenię zwiedziła
Francję i przeżyła swoje pierwsze wczasy. W
nienaganny sposób zdążyła przebyć z
nami dziesiątki tysięcy kilometrów poznając
niezliczoną ilość ciekawych ludzi i miejsc.

Powinna
kochać morze bo przecież jest Marinuskiem, ale
szum fal nie nastrajał jej do zażywania kąpieli
w oceanie (chyba, że przypadkiem). Decydowała się
jedynie na zamoczenie pazurków. Z każdym następnym
wyjazdem moczyła dalsze kawałki łapek.
Ostatnim wielkim osiągnięciem Luśki jest
podjęta przez nią nauka pływania.
Dotychczasowe próby nakłonienia jej do zamoczenia
futerka w całości były bezskuteczne. Jednak
zachęta i asekuracja ze strony Cami i Fruzi dały
efekty, które pozwalają oczekiwać, że w
przyszłym roku Carmen samodzielnie da nurka do
oceanu.
|